Magiczne słoiczki czyli maliny, miód i kardamon

Magiczne słoiczki czyli maliny, miód i kardamon

Nadeszły w końcu jesienne słoty, a razem z nimi… katar, kaszel i gorączka!

– Zaczęło się – pomyślałam, trzęsąc się z zimna pod kocem. A potem przygotowałam sobie domową kurację, dzięki której znów udało mi się uniknąć wizyty u lekarza. 🙂

Mój sposób na przeziębienie? Rozgrzewająca herbata z korzennymi przyprawami, malinowy syrop na gorączkę i ciepłe mleko z miodem.

A gdyby tak przygotować takie antygrypowe 3 w 1? 🙂 Wzięłam się do pracy, gdy tylko stanęłam na nogi!

Moje magiczne słoiczki czekają już w tajemnej szafce – na jesień i zimę jestem zabezpieczona, ale zanim one nadejdą podobno czeka nas kolejna fala upałów… 🙂

Składniki:

dwa pojemniczki malin (około  1,5 -2 L; jeśli macie dostęp do leśnych malin, użyjcie ich koniecznie!)
słoik płynnego, prawdziwego miodu
świeżo mielony kardamon
kilkanaście małych słoiczków (około 200 ml) z zakrętkami, wyparzonych i dobrze osuszonych.

Maliny układamy w słoiczkach, lekko upychając, ale nie zgniatając owoców. Do każdego słoika wlewamy łyżkę lub dwie płynnego miodu i dodajemy po szczypcie kardamonu. Zakręcamy dokładnie i pasteryzujemy przez około 20 minut.

Po wyjęciu z wody odwracamy słoiczki do góry dnem i pozostawiamy do całkowitego wystudzenia.

Otwieramy w razie potrzeby (złe samopoczucie, łamanie w kościach.. 😉 ), i dodajemy do herbaty lub zjadamy 1 – 2 łyżeczki, najlepiej 3 razy dziennie.

Poniżej kilka słów o tym, dlaczego takie połączenie musi działać. 🙂

1. MALINY

Już jako dziecko, kiedy gorączkowałam lub po prostu „wyglądałam niewyraźnie”, dostawałam na noc łyżeczkę malinowej mikstury mojej Babci. Taka kuracja nieraz zapobiegała konieczności stosowania antybiotyków, na które jestem uczulona.

Z tego, co pamiętam, swój magiczny specyfik Babcia przygotowywała z leśnych malin i cukru. Maliny były oczywiście cierpliwie przecierane przez sitko, a całość zamykana w malutkich słoiczkach i przechowywana w ciemnym kącie w spiżarni.

W jesienne i zimowe wieczory cała rodzina rozgrzewała się herbatą z sokiem malinowym, która nie dość że poprawiała samopoczucie, to przypominała nam wakacje, słońce i wspólne zbiory, zakończone niecierpliwym oczekiwaniem na pierwsze krople malinowoczerwonego płynu, padające z sokownika.

2. MIÓD

Słoiki z miodem z pasieki dziadka czekały niedaleko tych z malinami, w tej samej spiżarni. Miód używany był u nas w kuchni znacznie częściej, a w razie przeziębienia dodawany do mleka, zaprawionego dodatkowo co najmniej dwoma ząbkami czosnku.

Brrrr…. na samo wspomnienie tego napoju mam dreszcze, choć leczniczego działania odmówić mu nie można.

Dziś miód dodaję do ciepłego mleka, a czosnek zjadam osobno, na przykład na kromce chleba z masłem… i oczywiście przez jakiś czas nie wychodzę później z domu…. 🙂

3. KARDAMON

Kardamonu w rodzinnym domu używaliśmy jedynie od święta. Wiadomo, papier toaletowy w sklepach, a czasem tylko puste półki. Każda z trudem zdobyta przyprawa trafiała do specjalnej szufladki w kuchni i wyciągana dopiero przed świętami trafiała do piernika i innych bożonarodzeniowych specjałów.

Teraz jednak lubię rozgrzewać się owocową herbatą z kardamonem, zwłaszcza w długie zimowe wieczory. Ta najstarsza przyprawa świata, prócz walorów smakowych, posiada również cenne właściwości lecznicze,  dzięki którym w naturalny sposób wspomaga organizm, na przykład w walce z przeziębieniem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.